top of page

Wszyscy mają cię w głębokim poważaniu (i całe szczęście). Uwolnij się od opinii innych

20 sie
3 minut(y) czytania



Fakt, że tak naprawdę nikogo nie obchodzisz, z pozoru może brzmieć pesymistycznie i chłodno. Jeśli jednak oswoisz się z tą myślą, szybko przekonasz się, że kryje się w niej ogromna ulga oraz głęboki spokój wewnętrzny. Każdy z nas funkcjonuje w swojej własnej bańce poznawczej, zmagając się z codziennymi problemami, niepewnościami i trudnościami. W cudzym świecie jesteś zaledwie postacią z bardzo dalekiego planu, o której istnieniu zapomina się zaledwie kilka sekund po tym, jak znikniesz z pola widzenia.


Dla wielu osób są to jednak tylko pięknie brzmiące słowa, które niezwykle trudno wcielić w codzienną praktykę. Pojawia się przecież naturalny opór przed wyjściem do sklepu bez makijażu z widocznym trądzikiem, przed postawieniem statywu w pełnej ludzi restauracji, przed publicznym karmieniem niemowlęcia czy przed posłaniem życzliwego uśmiechu nieznajomemu na ulicy ze strachu przed byciem uznanym za dziwaka. Wszystkie te obawy są w pełni zrozumiałe i nie wynikają ze zwykłej próżności, lecz z naszej pierwotnej biologii. Przez setki tysięcy lat ewolucji odrzucenie przez stado oznaczało dla jednostki wyrok śmierci, dlatego nasz mózg do dziś interpretuje nieprzychylne spojrzenie obcej osoby jako sygnał realnego zagrożenia.


Kiedy wyciągniesz telefon na statywie, przechodzień z pewnością podniesie wzrok, a kiedy nakarmisz dziecko lub wyjdziesz na miasto w dresie, ktoś z pewnością na ciebie spojrzy. Warto jednak zadać sobie kluczowe pytanie o to, co tak naprawdę dzieje się w głowie tego człowieka chwilę później. Nikt nie wraca po całym dniu do domu, aby z przejęciem opowiadać rodzinie o nieznajomej osobie z niedoskonałościami na twarzy, ani nie spędza bezsennej nocy na rozmyślaniu o twoim statywie. Prawda jest taka, że ludzie na ciebie patrzą, ale w rzeczywistości wcale cię nie widzą, ponieważ ich wzrok jedynie odruchowo reaguje na ruch w przestrzeni. W ułamku sekundy mózg rejestruje bodziec, po czym natychmiast wraca do własnego mikrokosmosu, wypełnionego myślami o pracy, spłacie kredytu, problemach w relacjach czy własnych kompleksach.


Doskonale widać to w prostym eksperymencie z naszą własną pamięcią. Wystarczy spróbować przypomnieć sobie wygląd, ubiór czy makijaż przypadkowej osoby miniętej wczoraj na ulicy lub stojącej przed nami w sklepowej kolejce. Zazwyczaj nie pamiętamy z tego zupełnie nic, ponieważ nie wiemy, kim ci ludzie byli, ani z czym musieli się tego dnia mierzyć. Zakładanie, że obcy ludzie tworzą w swoich głowach skomplikowane archiwa na nasz temat, jest iluzją, skoro my sami nie poświęcamy im nawet ułamka sekundy głębszej uwagi.


To zjawisko celnie podsumowuje znana w psychologii zasada wieku, według której w wieku osiemnastu lat panicznie przejmujemy się opinią całego świata, w wieku czterdziestu lat przestajemy zwracać na nią uwagę, a dopiero po sześćdziesiątce uświadamiamy sobie, że nikt nigdy o nas intensywnie nie myślał. Nie ma żadnego racjonalnego powodu, aby czekać całe dekady na tę mądrość, skoro można przeskoczyć ten proces i zacząć żyć w pełnej wolności już dzisiaj.


Prawdziwa tragedia zaczyna się wtedy, gdy rezygnujemy z własnego szczęścia, pasji, wygody oraz marzeń tylko po to, aby nie wypaść na dziwaka w oczach ludzi, których imion nigdy nie poznamy. Płacimy bezcenną autentycznością za kilka sekund czyjejś obojętnej uwagi. Z tego względu warto sięgnąć po nauki psychoterapeuty Alfreda Adlera, który pisał o odwadze bycia nielubianym i postulował tak zwane rozdzielenie zadań. Twoim jedynym zadaniem jest żyć w zgodzie z własnymi wartościami, rozwijać się i nie krzywdzić innych, natomiast to, co inni o tobie pomyślą i jak cię ocenią, jest już wyłącznie ich zadaniem, na które i tak nie masz żadnego wpływu.


Warto zatem dać ludziom pełne prawo do ich kilku sekund zdziwienia, ponieważ cudza opinia nigdy nie stanie się twoją rzeczywistością, dopóki sama jej tam nie zaprosisz. Na koniec należy uświadomić sobie najważniejszą prawdę o naszym istnieniu, czyli fakt, że jedynym świadkiem, który spędzi z tobą sto procent czasu od pierwszego oddechu aż do ostatniego uderzenia serca, jesteś ty sam. Wszyscy przypadkowi przechodnie, znajomi z pracy czy obcy ludzie z kawiarni w końcu znikną z twojego horyzontu, a ty każdego wieczoru będziesz patrzeć w lustro na tę samą twarz. Właśnie dlatego wewnętrzna zgoda ze sobą, głęboka relacja z własnym wnętrzem oraz twoja własna opinia o tym, jak przeżywasz swoje jedyne życie, stanowią jedyne wartości, o które naprawdę warto walczyć.


 
 
 

Komentarze


bottom of page