top of page

Przepuszczenie w drzwiach to nie szowinizm, a kobiecość nie jest słabością

2 dni temu
3 minut(y) czytania

Jestem feministką. Feministką, która z przymrużeniem oka czy wręcz odrazą spogląda na absurdy obecnych czasów. Zaznaczmy, że skrajny feminizm ma niewiele wspólnego z pierwszymi ruchami sufrażystek. Jestem za równouprawnieniem, bo nie uważam, żeby kobiety były gorsze, ale nie uważam też żeby były lepsze. Nie róbmy z tego wojny płci. Są faceci, którzy oczywiste patrzą na kobietę jak na kawał mięsa, ale czy nie ma również takich kobiet? Ładny tyłek to już szowinizm, ale spoglądanie z uwielbiam na rozmiar mięśni i innych rzeczy już jest w standardem. Mężczyźni często powołują się w obronie na podwójne standardy. I nie można im tego odmówić. Skoro kobiety mają swoje spojrzenie i estetyczne zachwyty, to odmowa tego prawa mężczyznom jest po prostu niesprawiedliwa.


Komplementowanie kobiecych kształty to przykład skrajny, ale nie musimy się do niego posuwać. Dożyliśmy czasów, że przez kobiety niemile widziane są komplementy dotyczące ubioru, nowej fryzury czy cech charakteru, a wszelkie gesty dżentelmeńskie? Głosy powiadają, że są obleśne lub krępujące. Ostatnio słyszałam sytuacje, z życia wzięta. Znana mi osoba musiała zwolnić swojego pracownika, ponieważ ten skomplementował koleżankę. Opinia z pierwszej ręki była taka, że był to mężczyzna naprawdę sympatyczny i pod jego słowami nie kryły się żadne konkretne intencje. Takich sytuacji jest dużo więcej, a ja zaczynam rozumieć mężczyzn. Tego, że przestali prawić komplementy, że już nie podchodzą zagadać do kobiet na ulicy. Po prostu boją się zostać źle odebrani.


Inną sytuację przeżyłam ostatnio podczas jazdy taksówką. Pan Robert, bo tak się nazywał kierowca, wiózł mnie z jednego końca miasta na drugi. Los chciał, że był bardzo rozmowny, a i ja podchodzę do takich sytuacji sympatycznie i otwarcie. Na samym końcu bardzo ostrożnie zadał mi pytanie, czy mógłby mi coś powiedzieć z zaznaczeniem, "abym tylko nie odebrała tego źle". Tak naprawdę, chciał mi powiedzieć, że jestem "przeprześliczna". Wcześniej sugerował, że ma syna w moim wieku, a rozmawiał ze mną o podróżach, o ludziach, o Warszawie i życiu w Stanach Zjednoczonych. Był to po prostu sympatyczny człowiek, który z bojaźnią w głosie chciał się zdobyć na komplement dla kobiety, ale też po prostu dla drugiego człowieka.


Mam wrażenie, że ta sytuacja może być jednym z żywych obrazów relacji międzyludzkich w 2026 roku. I wcale mi się on nie podoba. Warto przypomnieć, czym miłe gesty wobec kobiet były u zarania naszej kultury. Dżentelmeński kodeks nie powstał po to, by odebrać kobietom sprawczość, ale po to, by cywilizować męską siłę. Gesty takie jak przepuszczenie w drzwiach, podanie płaszcza czy odsunięcie krzesła były kiedyś dla mężczyzny sprawdzianem dojrzałości. Pokazywały, że potrafi użyć swojej przewagi fizycznej w sposób opiekuńczy i szlachetny, a nie agresywny. Kobieta tym samym dostawała obietnicę bezpieczeństwa i szacunku. Dziś ten sam gest bywa opacznie czytany jako protekcjonalny atak na niezależność. Naprawdę nie rozumiem kobiet, które reagują agresją na traktowanie ich jak.. no cóż kobiety. Zgubiłyśmy kod, który przez wieki służył nam w budowaniu poczucia bezpieczeństwa. Wstydzimy się własnej czułości, jakby była ona skazą na naszym wizerunku. Uważam, że z natury jesteśmy bardziej delikatne, a kobiecość nam służy. Mam też wrażenie, że w drodze po równość wiele z nas uwierzyło, że jedynym sposobem na sukces jest stanie się skrajnie silną. Według najgorszych, stereotypowo męskich wzorców oznacza to bezkompromisową, chłodną i odciętą od emocji. A przecież siła nie jest cechą przynależną do mężczyzn. Siłę można odnaleźć w kobiecości. Dlatego przestańmy bać się dżentelmenów i własnego wdzięku. Albo po prostu wyjmijmy kija z dupy. Równość nie polega na tym, byśmy przestali być dla siebie ludźmi.



 
 
 

Komentarze


bottom of page