top of page

Czy love bombing faktycznie jest taki zły? Przecież zasługuję na wszystko, co najlepsze

  • 33 minuty temu
  • 4 minut(y) czytania

Ostatnio z każdej strony słyszymy o narcyzach, a autorzy licznych poradników prześcigają się w radach, po czym ich rozpoznać, jak nie dać się złapać w ich sidła, a także jak się uwolnić, gdy relacja zaczyna nas niszczyć. Żadna z nas nie chce przecież przechodzić przez tak destrukcyjne doświadczenie. Czy zastanawiałyście się jednak kiedyś, czy desperacko szukając „idealnego” partnera bez wad, same nie wchodzimy prosto w ramiona kogoś, kto później okaże się manipulatorem?

Nie chcę, żebyście mnie źle zrozumiały, ponieważ daleka jestem od twierdzenia, że każdy mężczyzna, który na początku znajomości wydaje się idealny, musi od razu okazać się toksyczny. Istnieją jednak pewne zachowania i czerwone flagi, na które często przymykamy oczy, ponieważ w danym momencie są dla nas wygodne i dają nam dokładnie to, czego tak bardzo potrzebujemy. W sieci trafiam ostatnio na mnóstwo postów i filmików o love bombingu. To zresztą globalny trend – na samym TikToku materiały oznaczone hasztagiem #lovebombing wygenerowały setki milionów wyświetleń. Pod tymi filmami dziewczyny piszą wprost, że właściwie to one oczekują takiego zachowania, pragnąc szaleństwa, wielkich gestów i deklaracji, ponieważ zasługują na wszystko, co najlepsze. Trudno się z nimi kłócić, gdyż każda z nas ma prawo do szacunku, czułości, kwiatów bez okazji i partnera, który nie boi się zaangażowania. Gdzie leży więc granica między zdrowym zachwytem a manipulacją?

 

Kiedy przechodzisz przez trudniejszy czas, masz za sobą nieudane relacje albo po prostu jesteś zmęczona emocjonalnym chłodem dzisiejszego randkowania, nagły zalew miłości bywa uzależniający. Ktoś wreszcie widzi w Tobie bóstwo i stawia Cię na piedestale, co brzmi niezwykle kusząco. Z biologicznego punktu widzenia jest to jednak bardzo silna pułapka. Kiedy jesteśmy bombardowane komplementami, prezentami i ciągłą uwagą, w naszym organizmie zachodzi prawdziwa burza hormonów. Wydzielają się wtedy zwiększone ilości dopaminy, odpowiedzialnej za przyjemność i ekscytację, oraz oksytocyny, która buduje poczucie silnego przywiązania.

Substancje te aktywują podobne mechanizmy układu nagrody jak niektóre środki psychoaktywne, przez co bardzo szybko możemy silnie przywiązać się do obecności danej osoby i do tego, jak się przy niej czujemy. Głód emocjonalny z przeszłości, czyli silna potrzeba bycia zauważoną i docenioną, sprawia, że nasz racjonalny głos zostaje całkowicie zagłuszony. Z czasem ten stan przechodzi w mechanizm znany w psychologii behawioralnej jako „wzmocnienie nieregularne”, działający na podobnej zasadzie jak mechanizm uzależniający od gier hazardowych. Gdy dawki czułości i uwagi stają się nieprzewidywalne (raz jesteś zalewana miłością, a za chwilę partner bez wyraźnego powodu się dystansuje), Twój mózg zaczyna coraz silniej wyczekiwać kolejnego „strzału” dopaminy. W ten sposób faza ochłodzenia relacji, zamiast nas zniechęcić, może jeszcze mocniej przywiązać nas do manipulatora.

Nie każdy wielki gest jest miłością, a nie każda czułość płynie z dobrych intencji

Tyle że ten piedestał bywa bardzo śliski. W psychologii to zjawisko ma swoją konkretną i bardzo trafną nazwę – to właśnie love bombing, czyli bombardowanie miłością. I nie są to tylko internetowe hasła. W 2017 roku zespół naukowców z University of Arkansas pod kierunkiem Claire Strutzenberg opublikował jedno z pierwszych badań empirycznych poświęconych zjawisku określanemu jako love bombing. Analiza wykazała bezpośredni związek między skłonnością do love bombingu a narcystycznymi cechami osobowości, niskim poczuciem własnej wartości oraz lękowym stylem przywiązania. Badacze wykazali również, że love bomberzy wykazują nadmierną potrzebę ciągłej kontroli i komunikacji (np. za pomocą nieustannego esemesowania), co ma służyć podbudowaniu ich własnego ego i poczucia wartości. Nie oznacza to jednak, że każda osoba stosująca love bombing spełnia kryteria narcystycznego zaburzenia osobowości. Mechanizmy stojące za takim zachowaniem mogą być znacznie bardziej złożone.

Choć na pierwszy rzut oka wygląda to jak najpiękniejsza bajka, w rzeczywistości jest to subtelna taktyka manipulacji, w której słowem kluczowym staje się „nadmiar”. Nie oznacza to jednak, że sam intensywny początek relacji jest love bombingiem. Niektórzy ludzie zakochują się szybko, są bardzo ekspresyjni w okazywaniu uczuć i pozostają konsekwentni w swoim zaangażowaniu przez kolejne miesiące czy lata. O love bombingu mówimy dopiero wtedy, gdy intensywność uczuć staje się narzędziem zdobycia kontroli nad drugą osobą, a po zbudowaniu silnego przywiązania pojawia się wycofanie, dewaluacja lub inne formy manipulacji.

Czy to zawsze jest zaplanowana gra?

Często wyobrażamy sobie osobę stosującą love bombing jako wyrachowanego stratega, który z zimną krwią planuje każdy kolejny krok, by usidlić swoją ofiarę. Rzeczywistość bywa jednak znacznie bardziej skomplikowana, ponieważ wielu z nich nie działa w pełni świadomie. Osoby o nasilonych cechach narcystycznych lub z trudnościami w budowaniu bezpiecznych więzi same desperacko pragną bliskości, ale nie potrafią budować jej w zdrowy, stabilny sposób. Na początku znajomości autentycznie wierzą, że spotkały swój ideał, przez co projektują na partnerkę wszystkie swoje fantazje o perfekcyjnym związku. Problem polega na tym, że nikt z nas nie jest idealny, a gdy tylko opadną pierwsze emocje, czar natychmiast pryska. Kiedy okazujesz się po prostu człowiekiem, który ma własne zdanie, gorszy dzień czy wady, zaczyna się bolesny proces dewaluacji, czyli gwałtownego ściągania z piedestału.

Jak odróżnić zdrowe zauroczenie od manipulacji?

Aby nie popaść w skrajności i nie uciekać przed każdym miłym gestem, warto nauczyć się odróżniać zdrowe, silne zaangażowanie od niebezpiecznej manipulacji. W przypadku zdrowego zauroczenia partner szanuje Twoją niezależność, Twoją pracę oraz czas, który spędzasz z przyjaciółmi. Uczucie i deklaracje rozwijają się naturalnie, proporcjonalnie do wspólnie spędzonych chwil, a Twoje poczucie bezpieczeństwa rośnie w stabilny sposób. Gdy decydujesz się zwolnić tempo znajomości, druga strona przyjmuje to ze zrozumieniem i daje Ci potrzebną przestrzeń.

Zupełnie inaczej wygląda sytuacja w przypadku toksycznej manipulacji, gdzie od samego początku pojawia się silna presja czasu oraz naciski na podejmowanie kluczowych, życiowych decyzji. Partner próbuje zdominować każdą wolną chwilę i subtelnie odsuwa Cię od rodziny czy dotychczasowych znajomych, tłumacząc to chęcią bycia tylko we dwoje. Choć na powierzchni wszystko wydaje się cudowne, podświadomie możesz odczuwać stały niepokój, a każda próba postawienia granicy wywołuje u niego złość, milczenie lub próby wzbudzenia w Tobie poczucia winy.


Zasługujesz na wszystko, co najlepsze, ale powinnaś otrzymywać to na stałe, a nie tylko przez pierwsze trzy tygodnie, kiedy trwa faza intensywnego zdobywania. Prawdziwa miłość nie potrzebuje pośpiechu, presji ani wielkich, teatralnych gestów, żeby udowodnić swoją siłę. Pozwól nowej relacji rosnąć we własnym tempie. To, co naprawdę wartościowe, bezpieczne i stabilne, nie wymaga pośpiechu.


 
 
 

Komentarze


bottom of page